poniedziałek, 7 kwietnia 2014

13

Nie obchodziły go zamarłe w powietrzu Numery, obserwujące go ze zdziwieniem i nie wiedzące, jak zareagować. Nie obchodzili go nawet Strażnicy, którzy mogli go w każdej chwili zauważyć. Po prostu o tym nie myślał. Nie myślał także o magii. W tym momencie liczyła się tylko ta lekka jak pióro dziewczyna, którą trzymał w ramionach. Zero, z której życie uciekało z każdym nerwowym i ciężkim uderzeniem jej serca. Miała znaczenie jeszcze siła jego skrzydeł i to, aby jak najszybciej dotrzeć na miejsce. Nie mógł pozwolić, aby teraz umarła. To byłoby wbrew wszystkiemu. Przeżyć dzieciństwo, przeżyć napad Gnębiarzy, przetrwać sześć lat w puszczy i zginąć od strzał? Absurd. David w ogóle nie brał tego pod uwagę. Nie dopuszczał do siebie myśli, że mogłaby zginąć. Nawet on nie miał mocy przywrócenia komuś życia. Znał jedną osobę, potrafiącą czynić cuda. Znał. Czas przeszły, pomyślał gorzko, usiłując powstrzymać łzy cisnące mu się do oczu. Smutek po stracie i strach przed kolejną nagle się połączyły. W głowie chłopaka zapanował kompletny chaos. Przyspieszył. Mógł liczyć tylko na jedną osobę. Bardzo dobrze mu znaną. Był już nad miastem. Doskonale wiedział, gdzie się skierować. Zanurkował w jakąś pustą uliczkę. Wybiegł na zatłoczoną drogę i, zwinnie omijając przechodniów, popędził do celu. W końcu trafił na owalny plac, otoczony ruinami kamienic. Stał tam zawsze patrol Strażników, ale David przemknął obok nich zbyt szybko, by zauważyli strzały wbite w coraz bardziej marniejącą Hestię. 
- Gdzie Emma?! - wydusił do stojącego najbliżej Zero, który natychmiast wskazał mu drogę. 
- David? O mój Boże... - mruknęła kobieta, wyłaniając się ze stojącego jeszcze budynku. - Połóż ją tutaj. Nie mamy czasu - dodała pospiesznie. Chłopak delikatnie położył dziewczynę na derce. Emma grzebała w swojej torbie. Była lekarką Zer. Jedyną. Leki, strzykawki i inne rzeczy zdobywała od kilku znajomych pielęgniarek, które współczuły Zerom; kiedyś była jedną z nich, na ręce bowiem nosiła cyfrę Jeden. Miała jeszcze drugie źródło: kiedy Rząd postanawiał o przeniesieniu miejsca produkcji z jednej fabryki do drugiej, w tej pierwszej zostawało wszystko. Sprzęt, wyprodukowane rzeczy, opakowania... Nikomu nie chciało się sprzątać. David podejrzewał, że był to pewien ukłon Rządu w stronę Czarnoskrzydłych. Wyższe Numery były zbyt głupie i zadufane w sobie, by to zauważyć. Kiedy opuszczono zakład wytwarzający leki, Zera odetchnęły. Panowała wtedy wielka zaraza i Numery ginęły na potęgę. Oficjalny powód zamknięcia fabryki? Zbyt duże zanieczyszczenie wewnątrz, któremu nie da się zaradzić. A leki muszą być przecież sterylne, nieprawdaż? Sprytne, sprytne, myślał kiedyś ironicznie chłopak. Teraz stał nad posłaniem, cały drżąc. Kobieta nadal szukała czegoś w torbie. 
- Masz - rzuciła mu żel odkażający skórę i strzykawkę z zawartością. Domyślił się, że to morfina i czym prędzej zdezynfekował ręce i miejsce wkłucia. Znał się na tym, często pomagał Emmie w dawnych czasach. Pewnym ruchem zaaplikował Hestii lek. Dasz radę, myślał cały czas. Zerknął na strzały. Jedna tkwiła w jej boku, druga w klatce piersiowej, niebezpiecznie blisko serca... 
Emma odsunęła go na bok i zaczęła badać dziewczynę stetoskopem. Wreszcie powolnym ruchem odłożyła słuchawki i wyszarpnęła z jej ciała oba pociski. 
- David... - popatrzyła mu w oczy. - Strzały przebiły płuco i prawdopodobnie nerkę albo wątrobę. Do tego straciła dużo krwi. Nie da się nic zrobić. - chłopak patrzył na nią z niedowierzaniem. - Tak mi przykro... - wyszeptała jeszcze, ale Zero tylko stał w otępieniu, nie słysząc jej. Zamknął oczy i nagle osunął się na kolana. Ukrył twarz w dłoniach. Nie płakał, matka nauczyła go, by nie okazywał słabości. Po chwili spojrzał na Hestię. Jeszcze dychała. Odgarnął jej delikatnie kosmyk kruczoczarnych włosów z twarzy i pogłaskał jej blady policzek wierzchem dłoni. Dotarło do niego, że Jedynka oddaliła się, aby mógł się pożegnać. Dziewczyna oddychała coraz słabiej. Nieruchoma i biała jak ściana, wyglądała jeszcze piękniej. David musnął ustami jej czoło. Na nic więcej nie mógł sobie pozwolić. Położył się obok, łapiąc Hestię za zimną dłoń. Nie zauważył, kiedy zasnął. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz