wtorek, 8 kwietnia 2014

14

Emma spojrzała smutno na Davida, który właśnie osunął się na ziemię, pogrążony w smutku i cierpieniu. Dyskretnie odeszła na bok, aby mógł w spokoju pożegnać dziewczynę. Na pierwszy rzut oka widać było, że łączyło go z nią bardzo wiele. Szczerze mu współczuła, ale wiedziała, że i tak nic by ''z tego'' nie wyszło. Miłość Zer była zakazana i prędzej czy później Strażnicy zauważyliby ich relacje, pozbawiając oboje życia. Ten świat był okrutny, odbierając niektórym wszystko, a niektórym dając to, na co tylko mieli ochotę. 
Jedynki miały w życiu tylko trochę lepszy los niż Zera, ale przynajmniej mogły mieć rodzinę, pracę, dom, godność... Kiedy Emma została wyrzucona z pracy (jeżeli firma nie miała pieniędzy na wypłaty, pozbawianie etatu zaczynała oczywiście od najniższych Numerów), przyłączyła się do koczowniczej społeczności Zer. Miała przyjaciół, którzy tak jak ona pragnęli pomóc Czarnoskrzydłym, więc życie wśród nich nie było takie złe. Martwiła się tylko o to, aby jej znajomi nie nabawili się kłopotów, przemycając dla niej leki, ubrania i różnorakie sprzęty. 
Była jedną z najbardziej szanowanych osób we wspólnocie Zer. Dostała nawet zaszczytne prawo do zasiadania w gronie starszyzny, które stanowiło wyrocznię dla nich wszystkich. Był to wielki przywilej i oczywiście jedyny przypadek, by taka funkcja przypadła komuś innej cyfry. W końcu ich leczę, pomyślała w zadumie. Oparła się o próg budynku, obserwując młodych. David, nie zważając na Strażników mogących czaić się tuż za rogiem, położył się obok dziewczyny, trzymając ją za rękę. Zera koczujące na placu również wpatrywały się smutnymi oczami w tą scenę, ale żadne nie podeszło bliżej. Wiedziały, jak się zachować. Ranna oddychała coraz płycej, było widać, że męczarni nie zostało jej wiele. Krew przestała już wypływać z ran. Emma zauważyła, że nic nie zrobiła z feralnymi strzałami. Podniosła je i nożem odcięła groty od drewna. Bezużyteczne patyki wrzuciła do ognia, rozpalonego u niej zawsze, nawet w tak ciepły dzień jak dziś. Pospiesznie wrzuciła ostrza do swojej torby lekarskiej - nie mogła ryzykować, że ktoś je zobaczy. Usłyszała wiele zbliżających się kroków. Podbiegła do Davida. W tym momencie zza rogu wyszedł patrol Strażników. Kobieta dyskretnie kopnęła chłopaka w bok, który trzy sekundy później stał u jej boku, teoretycznie rozbudzony, ale jego mętne oczy tępo wpatrywały się w przestrzeń. Moment później spojrzał otępiale na dziewczynę, następnie na Emmę, aż w końcu dostrzegł grupę Numerów, zmierzającą ku nim. Jego rysy stężały. Takie ''odwiedziny'' nie były niczym niezwykłym. W tej części miasta Strażnicy robili obchód kilka razy dziennie. 
- Nic im nie mów na jej temat - mruknął David, wyszeptując po chwili kilka niezrozumiałych dla Jedynki słów. Niespodziewanie się zgarbił. Kobieta wiedziała, co zrobił. Magia? Ale po co?, zapytała samą siebie. Instynkt kazał jej spojrzeć na ranną, która... już nie była ranna. Obrażenia i krew zniknęły. 
- Witam państwa - powiedział jeden ze Strażników, uśmiechając się złośliwie. - Wpadliśmy z wizytą. - na dany znak jego towarzysze rozeszli się, szukając czegokolwiek, do czego mogliby się przyczepić, w ruinach. Dowódca popatrzył uważnie na Zera i ich widoczny ''dobytek''. W końcu spostrzegł Jedynkę, Davida i dziewczynę leżącą za nimi. 
- Hej, Emmo! Widzę, że masz nową pacjentkę - zawołał, spokojnie do nich podchodząc.  - Mogę wiedzieć, co jej dolega? - spytał, bacznie obserwując oboje. 
- Zatruła się czymś, szukając jedzenia na wysypisku - wypalił chłopak. - Albo podczas jedze... - Strażnik przerwał mu, wymierzając potężny cios w twarz, od którego Zero się zatoczył, omal nie depcząc dziewczyny. 
- Zamknij się, tępaku! - wrzasnęła Piątka, po czym uprzejmie kontynuował, zwracając się do kobiety. - Pytałem panią. 
- On mówi prawdę. Zatrucie pokarmowe - odparła nieco drżącym głosem, zerkając w stronę Davida. - Już z tego nie wyjdzie.
- Ach tak? I bardzo dobrze, jedno mniej - mężczyzna uśmiechnął się od ucha do ucha. - Chłopcy, jest coś?! - wykrzyknął do towarzyszy. 
- Nie, panie Gordon! - odpowiedział po chwili jeden, zapewne jego zastępca. 
- W porządku, wracajcie. - rozkazał dowódca, po czym symbolicznie ukłonił się Emmie, łypnął okiem na chłopaka i powoli się wycofał, znów obserwując Zera. Po chwili kontrola była już tylko kolejnym złym wspomnieniem. 
- Wszystko dobrze? - kobieta podeszła do opadającego z sił Davida. 
- Tak, nie martw się, to był tylko policzek - wymamrotał, przerywając działanie iluzji. Na jego koszulce ponownie wykwitły plamy zaschłej już krwi. Usiadł na ziemi, patrząc na jeszcze oddychającą ranną. Spojrzał przepełnionymi żalem oczyma w oczy Jedynki. Ukucnęła przy nim. 
- Doskonale wiesz, że pomogłabym jej, gdyby miało się to szansę udać. - powiedziała cicho, jednocześnie czule głaszcząc go po twarzy. Przymknął powieki i chwilę później znów położył się przy dziewczynie. Emma nie mogła już nic dla niego zrobić. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz