sobota, 16 stycznia 2016

16

Davida aż zamroczyło. Musiał się oprzeć o stertę gruzu obok i wziąć parę głębokich oddechów. W tym czasie jego myśli wirowały jak szalone. Czy to było realne? Czy może nadal śnił? A może to jakieś omamy? Potrząsnął głową i ponownie spojrzał w stronę, z której dochodził głos. W wejściu do budynku pojawiła się twarz Hestii.  
- David? - szepnęła niepewnie. Chłopak rozejrzał się i szybko wszedł do ciemnej klatki schodowej. Wziął dziewczynę w ramiona.
- Jakim cudem... - wystękał. Hestia niepewnie odwzajemniła uścisk. W tym momencie Davida odrzuciło do tyłu, jakby ktoś poraził go prądem. Gruchnął o ziemię. 
- Cholera, David? Wszystko w porządku? - jęknęła dziewczyna. Zero nie wydał z siebie żadnego dźwięku, na jego twarzy malowało się tylko niedowierzanie. Spojrzał na Hestię. Patrzyli sobie w oczy kilka sekund. 
- Chodź - mruknął w końcu, sprawnie podnosząc się z podłogi i biorąc dziewczynę za rękę. Wyszarpnęła się. Popatrzyła na chłopaka z przerażeniem. 
- Mówiłam Ci, że nie chcę wracać do miasta... Jak ja się w ogóle tutaj znalazłam?
- Nic nie pamiętasz? - mruknął David, zaskoczony. Hestia potrząsnęła głową. - Zostałaś ranna. Strażnicy postrzelili Cię w lesie. Tutaj mam znajomą, która mogła Ci pomóc... 
- Ale ja nie mam żadnych ran - Zero popatrzyła na niego podejrzliwie. Chłopak do niej podszedł.
- Nie bój się - mruknął i podwinął koszulkę dziewczyny. Zauważył małą bliznę tam, gdzie trafiła ją pierwsza strzała. - Spójrz. 
- Nic nie widzę, tu jest za ciemno. A wyjść stąd nie zamierzam - burknęła buńczucznie. David westchnął i mruknął kilka słów pod nosem. Nad jego dłonią pojawiła się mała kula światła. Hestia rzuciła mu niepewne spojrzenie, ale jeszcze raz przypatrzyła się swojej skórze. Sapnęła.
- Masz pewnie jeszcze jedną bliznę z boku, przy lewym płucu - szepnął chłopak. Sięgnęła palcami do miejsca wskazanego przez Davida. Zamarła. 
- O co tu chodzi? - spytała cicho. - Jeżeli to, co mówisz jest prawdą, to powinnam nie być w stanie ruszyć się na krok z tamtej leżanki...
Chłopak zastanawiał się, czy powiedzieć Hestii prawdę. Czy w ogóle zrozumiałaby, czym się stała? Czy umiałaby to ukryć? Wolał nie ryzykować. Przynajmniej na razie. 
- Uzdrowiłem Cię - powiedział. - Ale potrzebowałem do tego pomocy Emmy. Myślałem, że jestem za słaby, aby to zrobić, ale jednak się udało - uśmiechnął się słabo. W rzeczywistości uzdrowienie takich ran było niemożliwe. Prawie, szepnął głos w jego głowie, ale szybko przegonił niepotrzebne myśli. - Hestio, musimy się ukryć. Strażnicy nie znają Twojej twarzy, od razu domyślą się, że coś jest nie tak. Poza tym popełniliśmy zbrodnię... - usta Zero zaczęły drżeć. - Nie bój się - dodał szybko. - Ze mną jesteś bezpieczna. - chciał pogłaskać ją po policzku, ale wtem coś przerwało ich rozmowę.
- Co tu się dzieje? - w wejściu do budynku pojawiła się Emma z najbardziej zaskoczoną miną, jaką David miał okazję zobaczyć. Szybko dał jej do zrozumienia, że wyjaśni jej wszystko później.
- Cześć - mruknął do Jedynki. - Udało się, żyje - mruknął porozumiewawczo do kobiety. Uniosła tylko brwi, ale nic nie odpowiedziała. Pokazała im tylko, żeby szli za nią. Chłopak spojrzał na Hestię. - To była Emma. Nie martw się, jest naszym lekarzem. Całkowicie jej ufam. - widać było, że dziewczyna nadal się wahała, ale niepewnie wyszła z budynku, od razu nerwowo się rozglądając. David szybko wdrapał się na wpół zawaloną ścianę, żeby zobaczyć, czy na placu nie ma żadnych podejrzanych osób. Na szczęście Zera nadal spały, a oddział Straży jeszcze się nie zjawił. Odetchnął głęboko i przemknął z Hestią między ruinami do kryjówki Emmy. Jedynka rzuciła im jabłko i paczkę jakichś wafli.
- Śniadanie - mruknęła i sama zabrała się jakąś bułkę z kawałkiem sera. Dziewczyna już miała się wgryźć w jabłko, ale chłopak zabrał jej owoc sprzed nosa i wręczył foliowe opakowanie.
- Musisz być silna - wymamrotał i usiadł na głazie obok. Zero popatrzyła na niego, po czym niepewnie rozpakowała podarunek. Nadal rozglądała się niespokojnie na każdy, nawet najcichszy szmer. 
- Co teraz zrobicie? - spytała Jedynka, patrząc bacznie na młodych. David zerknął szybko na Hestię i wstał. 
- Muszę porozmawiać z Emmą - zwrócił się do niej. - To zajmie tylko chwilę. Nie martw się, na placu są same Zera, a Strażnicy zjawią się w pobliżu dopiero za jakiś czas. - spojrzał na lekarkę, dając jej do zrozumienia, żeby poszła za nim. Ta westchnęła cicho, ale podążyła za chłopakiem. Schowali się przez ciekawskim wzrokiem Hestii za jakimś ogrodzeniem. Dziewczyna została sam na sam z kotłującą się burzą w głowie. Pytań było tak wiele, że miała ochotę krzyczeć. Po prostu chciała się stąd wydostać, ale czuła, że ucieczka bez pomocy Davida byłaby najgłupszym możliwym rozwiązaniem. Dlatego też podniosła się z głazu najciszej, jak potrafiła, i wróciła do opuszczonej klatki schodowej - zostawiła tam swój łuk i strzały, które wcześniej zdążyła znaleźć pod derką. Wybiegła na plac.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz