- Powtórz, albo w to nie uwierzę - szepnęła.
- Nie wiem, jak to się stało, ale Hestia jest Nemezis.
- Ale On nie żyje... Sama widziałam, jak Seth wbił mu sztylet w samo serce... Zawsze mówił, że tylko On jest i zawsze będzie...
- Wiem - przerwał jej chłopak. - Właśnie dlatego to oznacza, że On nie umarł. - po policzku kobiety spłynęła samotna łza. Spojrzała Davidowi w oczy i wzięła jego dłoń w swoje ręce.
- Musisz Go odnaleźć. Tylko on jest w stanie odmienić ten świat.
- Jak widać, teraz już nie tylko on - bąknął Zero z przekąsem, przypominając sobie walkę Hestii w lesie. To dlatego tak dobrze jej szło...
- Czy ona o tym wie? - spytała Jedynka. Potrząsnął głową.
- I tak by tego nie zrozumiała... a nie mogę ryzykować, że to wyjdzie na jaw. Teraz musimy ją ukryć i spróbować Go znaleźć... - David mimowolnie się uśmiechnął. Nie mógł uwierzyć, że to rzeczywiście może być prawda.
- No dobrze, a teraz wracaj do niej. Widziałeś, w jakim była stanie - mruknęła Emma i odeszła do swojego kąta. Chłopak postał jeszcze chwilę w miejscu, zastanawiając się nad całą sytuacją.
- David! - usłyszał cichy krzyk. Natychmiast pobiegł do kobiety. Spojrzał jej pytająco w oczy.
- Hestia zniknęła...
* * *
Miasto było ciche. Słońce dopiero co wstało, Numery nie zdążyły się jeszcze obudzić. Hestia wdychała rześkie powietrze, myśląc o tym, jak bardzo rozkoszowałaby się tą chwilą, gdyby nie była w sytuacji, w jakiej się znalazła. Musiała wykorzystać ten bezruch do ucieczki. Starała się biec tak, aby nie poruszyć najmniejszego kamyczka na drodze. Jej broń zasłaniała tylko szarobrunatna opończa, bezużyteczna w pomarańczowej scenerii miasta. Oddział Strażników zobaczyła do tej pory tylko raz, prawie dostając zawału, gdy wyłonili się z uliczki obok. Na szczęście szybko uciekła. Problemem dziewczyny było to, że kompletnie nie znała tej części miasta. Nie wiedziała, w którym kierunku iść, aby dotrzeć do lasu. Poza tym, przed linią drzew zawsze stały Straże. Nie miała pojęcia, jak między nimi przemknąć. Miała nadzieję, że coś wykombinuje po drodze. Kilka minut błąkania się w ciasnych alejkach później podjęła decyzję. Musiała zobaczyć, w którą stronę musi się kierować. Nie mogła sobie biegać na ślepo do czasu, aż Numery się obudzą i zaczną zapełniać ulice. Rozejrzała się i podeszła do budynku obok. Zaczęła się wspinać. Było to o wiele trudniejsze niż wspinanie się po drzewach; miejsc, gdzie mogłaby się oprzeć było zdecydowanie mniej. Raz prawie spadła, ale udało jej się wejść na samą górę; rychło w czas, ponieważ minutę później zza rogu wychylił się oddział Straży. Hestia odetchnęła głęboko. Zobaczyła wyraźnie linię lasu, a po drugiej stronie kilka kominów fabryk. No i dzielnicę bogaczy... Lśniła w słońcu, oślepiając oczy Zero śnieżnobiałym blaskiem. W świecie Dziesiątek wszystko musiało być białe, nawet ich domy. Odwróciła wzrok w stronę znajomej i kojącej myśli zieleni. Nagle zauważyła coś niepokojącego. W powietrzu unosił się Numer. W dodatku było to Zero. Co ono sobie myśli? Mknęło bezgłośnie tuż nad budynkami, kierując się w stronę drzew. Nagle skręciło i Hestia straciła je z oczu. Dziwne, pomyślała i zaczęła schodzić z dachu. Chwilę później była już na dole. Rozglądając się czujnie, podjęła wędrówkę, wyczulona jeszcze bardziej na najmniejszy odgłos. Niespodziewanie nad miastem rozległ się ciężki, donośny dźwięk dzwonu; Hestia musiała aż zakryć uszy. Wiedziała, co to oznacza. Znaleźli ciała. Znaleźli ciała Numerów, które zabiła. Spanikowana zaczęła biegnąć przed siebie, prawie nic nie widząc przez cisnące się do jej oczu łzy. Niedbale otarła je rękawem i wtedy ich zobaczyła. Dwóch Strażników, dokładnie przed sobą. Pojawili się znikąd i dziewczyna była pewna, że mają tylko jeden cel. Gwałtownie wyhamowała, wzbijając tuman kurzu z drogi.
- Wszystkie Zera mają rozkaz natychmiast poddać się do kontroli, bez żadnych oporów - powiedział jeden z nich donośnym głosem. Zaczęli się zbliżać. Hestia nie wiedziała, co robić. Odwróciła się. Za jej plecami dwoje innych już odgrodziło jej drogę ucieczki. Mimowolnie jęknęła.
- Jest uzbrojona! - ostrzegła Strażniczka tych z przodu. Zaczęli biec. W Zero znowu wstąpiła ta niewytłumaczalna siła, która kazała jej walczyć poprzedniego dnia. Błyskawicznie zrzuciła opończę i wyciągnęła nóż. W ostatniej chwili wyprysnęła w górę. Strażnicy niemal zderzyli się ze sobą, ale nie byli tacy głupi. Wylądowała lekko obok, natychmiast wyciągając strzałę z kołczanu, ale Numery były szybsze. Przywaliła pierwszemu drzewcem łuku w twarz, Strażniczkę dźgnęła grotem w brzuch. Momentalnie zarzuciła łuk na plecy i podniosła upuszczony wcześniej nóż, z rozpędu raniąc kolejnego w udo. Znowu poderwała się w powietrze, nie dając się okrążyć. Tym razem udało jej się wystrzelić strzałę; pocisk utkwił w gardle lecącego do niej Strażnika. Wylądowała ponownie, bez mrugnięcia okiem ostatecznie unieszkodliwiając tego, któremu wcześniej przyłożyła w twarz. Na jego twarzy malowało się niedowierzanie. Zostało jeszcze dwoje. Patrzyli na nią ze strachem, ale nie zamierzali się poddać.
- Będziesz martwa - syknęła Strażniczka.
- To chodź i mnie zabij - mruknęła, patrząc jej w oczy. Rozejrzała się szybko; na ulicy nadal nie było nikogo więcej. Zrozumiała swój błąd, kiedy Strażnicy zaczęli krzyczeć, wzywając pomoc. Biegnąc, rzuciła ostrzem, które wbiło się w serce jednego z Numerów; zanim zdążył upaść, wyciągnęła je z jego piersi i poderżnęła gardło Strażniczce. Znowu nastała cisza, jednak widziała już skierowane w siebie spojrzenia z wielu, wielu okien. Nie zastanawiając się długo, wytarła nóż w strój jednego z poległych, podniosła opończę i prysnęła z miejsca zbrodni, jak najszybciej mogła. Kluczyła między domami, zatrzymując się tylko wtedy, kiedy zauważała Straże. Widziała już linię drzew, kiedy jakaś niewytłumaczalna siła unieruchomiła jej ciało i uderzyła nią o ścianę budynku tak mocno, że Hestii aż zabrakło tchu w piersi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz