- O rany, nie! - jęknęła dziewczyna. Pół metra przed nią rozciągał się szeroki, stromy krater. Bardzo stromy.
- Nic mi nie jest - wydukał nieznajomy, unosząc się kilka metrów niżej. Hestia prychnęła i spłynęła zgrabnie na dół.
- Drewno?
- Tam leży. - wskazała mu kąt za dużym głazem. Obcy ze zdumieniem pokiwał głową: z góry nie dało się zauważyć pokaźnego składu opału. Wkrótce nad ogniskiem piekło się smakowicie pachnące mięso. Dziewczyna ostrzyła swój nóż.
- Jak masz na imię? - rzuciła jakby od niechcenia.
- David. A ty?
- Jestem Hestia. Westchnęła, po czym odłożyła ostrzałkę obok siebie. Ostrze niebezpiecznie błyskało w jej dłoni. Zmierzyła chłopaka wzrokiem.
- Dlaczego mnie śledzisz? - chciała, aby zabrzmiało to hardo, lecz usłyszała trwożnie wyjąkane pytanie. Tak naprawdę bała się wszystkich ludzi. David uśmiechnął się.
- No, nie powiem, zaintrygowałaś mnie. Bezbronna niewiasta - dziewczyna ostrzegawczo uniosła nóż - okej, może nie taka bezbronna, błąkająca się po lesie, usiłująca upolować obiad... Od pół roku dręczy mnie jedno pytanie... Dlaczego nie mieszkasz w mieście? Narażasz się tylko Strażnikom, wiesz, że my nie możemy się choćby zbliżać do lasu. No więc? - Hestię przeszył ból. Wspomnienia, które próbowała zagłuszać, wróciły z pełną siłą. Uświadomiła sobie, jak bardzo jest słaba i podatna na zranienia. To się chyba nazywa wrażliwość, przemknęło jej przez myśl. Nie. To było coś gorszego. Jestem tchórzem. Głupim, boiliwym tchórzem. Nie mogła dłużej powstrzymywać łez. Zaczęła gwałtownie szlochać.
- Ej, co jest? Hestia... - chłopak chciał ją przytulić, ale chwyciła nóż, odskakując.
- Nie... nie zbliżaj się do mnie... - wydukała płacząc, ale chwilę później się poddała, odrzuciła sztylet i pozbyła się resztek maski. Maski, pod którą kryła swoją prawdziwą twarz. Padła na ziemie. David dopadł do niej w jednej chwili.
- Spokojnie, co się stało? Hestia... - wymruczał jej do ucha, wywołując u niej dreszcze na całym ciele. Dlaczego to przeklęte Zero tak na mnie działa?, ofuknęła się w myślach. Mimo to wtuliła się w jego podziurawioną koszulkę. Po paru minutach uspokoiła się. Ucichła.
- Tak w ogóle to... królik nam się spala - szepnął chłopak. Mimowolnie się roześmiała. Odgarnęła swoje czarne jak smoła włosy i otarła łzy. Podczołgała się do ogniska.
- Przepraszam. - bąknęła, patrząc w ogień.
- Nie masz mnie za co przepraszać. - odpowiedział David po chwili. - Masz dwa oblicza. Zrobiłaś się jeszcze bardziej intrygująca. Hm, chyba jest gotowy. - wziął nóż Hestii i poćwiartował mięso. - Proszę. - podał jej kawałek. Dziewczyna uśmiechnęła się słabo. Jedli w ciszy.
- Muszę iść. - zakomunikowała w końcu Hestia.
- Odprowadzę cię.
- Wiesz też gdzie mieszkam? - zapytała płaczliwie.
- Ej - rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie. - Nie rozklejaj mi się tutaj. Tak, wiem. - mierzyli się wzrokiem.
- Nie ufam ci. - przyznała w końcu szczerze.
- Nie zaznałaś dużo dobroci od bliźnich, prawda? - spojrzenie dziewczyny powędrowało jakoś w bok. - No dobrze. Nie ma sprawy. - zdeptał ognisko i zgasił swoją latarenkę. - Do zobaczenia. - w nagłej ciemności Hestia mogła tylko usłyszeć dwa machnięcia skrzydeł. Po omacku podeszła do ściany kanionu, wymacując linę. Znalazłwszy ją, wspięła się na górę. Hałas był niepotrzebny. Mógł kogoś zwabić. Kiedy przyzwyczaiła oczy do mroku, pognała znaną tylko sobie ścieżką. Znała ten teren na pamięć. Ból w czaszce wcale nie zelżał, ale najważniejsze było to, że wciąż żyje i jest syta. Nagle zdała sobie sprawę, że to ona zjadła całego królika. David nawet go nie tknął. Rewelacyjnie. Pewnie mnie otruł. Nie czuła się jednak źle, na razie wszystko było w porządku. Nie wiedziała, co sądzić o chłopaku. Działał na nią nietypowo. Chociaż... nie była pewna, czy przy kimś innym by się nie rozpłakała.
- Oferma i tyle! - mruknęła. To był zarazem najlepszy i najgorszy dzień jej życia. Chociaż nie najgorszy, poprawiła się w duchu. Nadal nie najgorszy...
Dobiegała do domu. Do jej dzikiego schronienia, które sama zamaskowała. Była to grota, przylegająca do niezbyt stromego wzniesienia. Kiedy odkryła jaskinię, była to szara skała, ale dzięki jej staraniom teraz, patrząc w dzień, pieczara pokryta była najróżniejszą roślinnością, trawą, a nawet małymi drzewkami. Małe i ciasne wejście starannie zasłonięte było lianami. Pomimo niedużych rozmiarów groty, w środku było stosunkowo dużo miejsca. Dziewczyna mogła się wyprostować, co najważniejsze. Rzuciła łuk i kołczan pod skalną ścianę i padła na swoje ,,łóżko''; był to stary materac jakimś cudem znaleziony na śmietnisku i przyciągnięty tutaj, dziurawa poduszka z miasta i chuderlawy koc. Już miała zasypiać, ale podświadomość nie dawała jej spokoju. Wiedziała, że pominęła coś ważnego, coś, co powinno ją zaniepokoić. Niespodziewanie doznała olśnienia. Do zobaczenia. David na pożegnanie powiedział ,,,do zobaczenia''. Czyli musi się stąd wynieść do świtu.
- Oferma i tyle! - mruknęła. To był zarazem najlepszy i najgorszy dzień jej życia. Chociaż nie najgorszy, poprawiła się w duchu. Nadal nie najgorszy...
Dobiegała do domu. Do jej dzikiego schronienia, które sama zamaskowała. Była to grota, przylegająca do niezbyt stromego wzniesienia. Kiedy odkryła jaskinię, była to szara skała, ale dzięki jej staraniom teraz, patrząc w dzień, pieczara pokryta była najróżniejszą roślinnością, trawą, a nawet małymi drzewkami. Małe i ciasne wejście starannie zasłonięte było lianami. Pomimo niedużych rozmiarów groty, w środku było stosunkowo dużo miejsca. Dziewczyna mogła się wyprostować, co najważniejsze. Rzuciła łuk i kołczan pod skalną ścianę i padła na swoje ,,łóżko''; był to stary materac jakimś cudem znaleziony na śmietnisku i przyciągnięty tutaj, dziurawa poduszka z miasta i chuderlawy koc. Już miała zasypiać, ale podświadomość nie dawała jej spokoju. Wiedziała, że pominęła coś ważnego, coś, co powinno ją zaniepokoić. Niespodziewanie doznała olśnienia. Do zobaczenia. David na pożegnanie powiedział ,,,do zobaczenia''. Czyli musi się stąd wynieść do świtu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz