wtorek, 11 marca 2014
6
David mknął przez las. Nie przejmował się hałasem, który robił, chociaż był niecały kilometr od miasta. Musiał jak najszybciej znaleźć Hestię. Niedługo wyda się zaginięcie trojga wysokich liczbą Numerów. Dwoje błąkało się po lesie, a trzeci był trupem. Wiedział, że dziewczyna nie za bardzo miała wyjście - musiała się bronić. Inaczej Gnębiarze dogoniliby ją i pobili. Do nieprzytomności. Albo i zabili. Była to jedna z ulubionych zabaw Numerów. Oczywiście Jedynki i Dwójki raczej nigdy nie podjęłyby się czegoś takiego - były w hierarchii niemal tak nisko, jak Zera. Prawie. Oni mieli godność. Godność, pracę, mieszkanie, rodzinę. Mieli do tego prawo. Zera nie miały prawa niemal do niczego. David otrząsnął się. Pędził teraz jedną ze ścieżek Hestii. Widział już w dali zbocze i próbował wypatrzeć kryjówkę Hestii, co wcale nie było łatwe. Przyspieszył. Efektownym ślizgiem wpadł do groty, obcierając sobie jednak ramię. Zaklął głośno. Była pusta. Pod skalną ścianą, w najciemniejszym miejscu kryjówki, walał się niezbyt starannie zamaskowany materac. Chłopak próbował złapać oddech i myśleć. Gdzie podziała się Hestia? Wpadła na to, że musi się ukryć? Na pewno nikt jej nie zabrał ani nie porwał, bo nie starałaby się zamaskować posłania. Rozejrzał się. W kącie dojrzał jeszcze mały stos ubrań. Było oczywiste, że dziewczyna postanowiła się wynieść, ale co było powodem? Warknął rozzłoszczony i wydostał się z jaskini. Miał coraz mniej czasu. I nie mógł ryzykować lotu. Na dodatek nie miał pojęcia, dokąd iść. Nie widząc lepszego wyjścia, postanowił odwiedzić miejsce wczorajszego ,,biwakowania". Skrzywił się. Ukryte pod o dwa rozmiary za dużą koszulką skrzydła wcale nie ułatwiały biegu - wręcz przeciwnie. Poza tym przeraźliwy głód nękał go od wczoraj spazmami żołądka. Potruchtał w znanym mu kierunku.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz