czwartek, 6 marca 2014

2

Była noc. Hestia wyczuła to, zanim otworzyła oczy. Wcale nie wiedziała, czy chce je otwierać. To, co zobaczy, może nie być przyjemne. Była przekonana, że nie będzie. Poczuła ostry ból w tyle głowy. Raz kozie śmierć, przemknęło jej przez myśl. Uniosła powieki. Musiała przyzwyczaić wzrok do ciemności. Po chwili dojrzała sylwetkę siedzącego człowieka. Myśl. Skoro pomimo nocy nie rozniecił ogniska, nie może być Gnębiarzem. No chyba, że to podstęp. Ale istniał cień szansy, że nie chce jej zmasakrować. Poćwiartować. Albo spalić. Dręczyciele Zer mieli bogatą wyobraźnię. Jednym słowem, może to być jej sprzymierzeniec. Może nawet mądry. Drgnęła i ból natychmiast się nasilił. Nie jęknęła, chociaż miała na to dużą ochotę. Nieznajomy również się poruszył. Hestia postanowiła czekać na rozwój wydarzeń. 
- Hej. - a więc mężczyzna. Świetnie.
- Hej. - usłyszała swój zachrypnięty głos. 
- Nie bój się. Też jestem Zerem. 
- To niczego nie zmienia. - odparowała sucho. 
- Cóż... - obcy po coś sięgnął. Usłyszała syk podpalanej zapałki. Super. Po prostu bomba. A jednak kretyn. Zapalił świeczkę w szklanym lampionie. Dziewczyna zobaczyła wiele rzeczy na raz. Chłopak, bo nie liczył sobie więcej niż osiemnaście lat, przyjaźnie na nią patrzył. Z szelmowskim uśmiechem na twarzy. Miał zmierzwione, brązowe włosy, czarne skrzydła i królika w ręce. Pomyślała, że to zmienia wszystko. 
- Jesteś pewna? - szepnął, rozbawiony. Potrząsnął zwierzęciem.
- Zgaś to, albo zaraz zleci się tu stado Strażników. 
- Jesteśmy w środku lasu.
- To niczego nie zmienia. 
- Powtarzasz się. - chciała mu przywalić. Niestety, trzymał jedzenie w ręce. Dźwignęła się na nogi. 
- Gdzie mój łuk i strzały? - wyjąkała z przerażeniem. 
- Tutaj - szepnął teatralnie obcy, naśladując jej ton głosu. Popatrzyła na niego z niechęcią. 
- To ty zrobiłeś coś z Gnębiarzami? - spytała po chwili. 
- Owszem. 
- I ty na mnie wpadłeś. 
- Poprawka: to TY na mnie wpadłaś. 
- I przez ciebie byłam nieprzytomna pół dnia. - podszedł do niej. Hestia cofnęła się, ale on złapał ją za ramię i wyszeptał jej do ucha:
- Dzięki mnie jeszcze nie jesteś martwa. - odsunął się, napotykając rozzłoszczone spojrzenie dziewczyny. 
- To co zrobimy z tym królikiem? - znów uśmiechnął się szelmowsko. 
- Torturujesz mnie. Nie jadłam nic przez dwa dni. 
- Wiem. Śledzę cię pół roku. - zamknął jej usta. Wpatrywała się w niego z mieszanką zdziwienia, przerażenia i niedowierzania w oczach. 
- Niemożliwe. Przecież... byłam taka ostrożna...
- Och, nie przejmuj się. Nieoficjalnie skradam się najlepiej ze wszystkich. Um... jemy tu czy znasz lepsze miejsce? 
- Chodź. - mruknęła zrezygnowana. Chwyciła łuk i kołczan ze strzałami i powlekła się w stronę swojej kryjówki. Chłopak z chichotem podążył za nią. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz