poniedziałek, 17 marca 2014

9

Hestia kończyła wiązać opatrunek. Liść gołozy był dość kruchy, dlaczego usztywnienie go liśćmi, korą i lianami zajmowało trochę czasu. Już miała zbierać się do drogi, kiedy usłyszała wołanie. Dobiegało ono z bardzo daleka, ale jakimś cudem usłyszała wyraźnie: ,,Hestia! Hestia, jesteś w niebezpieczeństwie!''. Słowa kołatały jej w głowie. Doskonale wiedziała, do kogo należał głos. Najpierw pomyślała, że to podstęp, ale przypomniała sobie o postrzelonym Gnębiarzu. Zbladła. Zaczęła gwałtownie oddychać. Niemal krzyknęła, gdy do jej uszu dobiegło przeraźliwe wycie zwierzęcia. Dochodziło mniej więcej z tej samej strony, z której słyszała Davida. Myśli wirowały szaleńczo w jej głowie. Postrzelona Ósemka. Wykrwawił się? Prawdopodobne. Co z pozostałą dwójką? Wycie. Skrzywiła się. Była pewna. Stalodogi. Straże. Otworzyła szeroko oczy. Nie... Nie wiedziała, co zrobić. Uciekać? Zobaczyć, co się dzieje? Honor nie pozwalał jej na ucieczkę. Przecież on mi pomógł! Kto wie, co by się stało, gdyby nie było go przy mnie... Zaczerwieniła się, myśląc po raz kolejny, jak słaba w rzeczywistości jest i że nie poradziłaby sobie sama. On też sobie nie poradzi... Podjęła decyzję. Szalenie niebezpieczną. Nie było czasu. Rzuciła swój plecak w krzaki i popędziła przez las. Wczorajszy posiłek dodał jej sił. Dużo sił. Hestia aż sama się zdziwiła, że biegnie tak szybko i lekko. Nieważne. Wyciągnęła swój nóż. przeskakując nad powalonym pniem drzewa. Był idealny. To najporęczniejsza rzecz, którą posiadała. Był duży i porządny. Zobaczyła w nim swoje zdecydowane odbicie. Stwierdziła, że na pierwszy ogień użyje łuku. O ile się odważę i trafię... 
Widziała już w oddali grupę postaci. Wciąż gnając, ściągnęła z pleców broń i strzałę. Biegła już ostrożniej. Nie chciała zostać zauważona. W końcu skryła się za krzakami, wystarczająco blisko, aby ocenić sytuację, ale dostatecznie daleko, by nikt jej nie zauważył. David tańczył z nożem w ręce, raniąc kolejno wściekłych Strażników. Aż dwa psiska, jęknęła w myślach. Wycelowała i... powaliła pierwszego Strażnika. Strzał był idealny, prosto w serce. Zdumiała się, ale bez wahania wystrzeliła dwie następne strzały, załatwiając kolejno Stalodoga i kolejny Numer. Niestety, drugie monstrum wykryło jej zapach i teraz pędziło ku niej. Usłyszała głośne ,,Nie!'' chłopaka, ale nie mógł nic zrobić. Błyskawicznie zarzuciła łuk na plecy i sięgnęła po ostrze. Wstała. Stalodog gnał ku niej, wyszczerzając swoje naprawdę stalowe zębiska. Były to mutanty, których kości, pazury i kły zrobione były z metalu. Bardzo trudno je było pokonać, ale Hestia nie miała wątpliwości, co należy zrobić. Zaczęła biec w kierunku nacierającego zwierzęcia. Oczy błyszczały jej z podniecenia, a usta miała wykrzywione w złowrogim uśmiechu. Skoczyła. Bestia zrobiła to samo, ale nie miała szans. Dziewczyna błyskawicznie okręciła się wokół własnej osi i z rozpędu ucięła psu łeb, trafiając nożem idealnie pomiędzy kręgi kręgosłupa. Wylądowała zgrabnie, zginając kolana. Uniosła głowę do góry i w kilku sekundach dopadła trzeciego Strażnika. Wykończyła go jednym, celnym dźgnięciem, choć tamten miał przy sobie paralizator, długie, cienkie ostrze i wcale nie był jakimś chłystkiem. Odwróciła się, aby rozprawić się z następnym, ale coś wyszarpnęło jej broń z ręki i unieruchomiło ręce. Przed sobą miała twarz Davida. Niemal stykali się nosami. Dopiero teraz dostrzegła, że ma piękne, o szlachetnej barwie brązu oczy. Myślała, że wie, co się teraz stanie, ale on tylko wyszeptał:
- Kurczę, niezła z ciebie sztuka. Jak to zrobiłaś? - wyzwoliła się z jego objęć. Dopiero teraz uświadomiła sobie, czego przed chwilą dokonała. Przestraszona, popatrzyła na swoje palce, a potem na pobojowisko i trupy. Padła na kolana. t
- Co ja zrobiłam? - jęknęła. Chłopak złapał ją za ramiona.- Chodź. - znowu szeptał. - Nadciągają posiłki. - nie słuchała go. Kołysała się w otępieniu, łapiąc się za głowę. Wszystko straciło sens. 

1 komentarz: