czwartek, 6 marca 2014

1

Zielona strzała wbiła się w drzewo. Spłoszona kuna umknęła między krzaki. Hestia westchnęła. Ciekawe, kiedy w końcu upoluję obiad. Nie była zbyt dobrą strzelczynią. Tak naprawdę nic nie robiła na tyle dobrze, by być z tego zadowolona. Rozejrzała się i rozluźniła. Szybko i niemal bezgłośnie pomknęła do drzewa i wyszarpnęła strzałę z kory. Wtem usłyszała głośny, dziewczęcy śmiech. Natychmiast spojrzała w stronę, z której dochodził dźwięk. Serce załomotało jej w piersi. W jej kierunku zmierzały trzy postacie. Były daleko, ale wokół nie było żadnej kryjówki. Skoczyła za drzewo. Głosy ucichły. Zaryzykowała spojrzenie przez ramię. Numery przyspieszyły, idąc w jej stronę. Dwóch chłopaków, jedna dziewczyna. Ósemki. Usłyszała, że biegną. Nie miała wyjścia. Chwyciła kołczan i pognała przed siebie. Jej opończa w kolorach lasu łomotała za nią szaleńczo. Wiedziała, że ma marne szanse. Wzbiła się w powietrze, jednocześnie naciągając łuk. Machnęła swymi czarnymi jak noc skrzydłami i strzeliła. Niewiarygodne, pomyślała, gdy pocisk wbił się w udo oprawcy. Rozległ się przeraźliwy krzyk i chłopak upadł. Hestia wylądowała. Pozostała dwójka na moment zamarła w miejscu. W ręku okrutnie rudej Ósemki zalśnił nóż. Przeniosła wściekły wzrok na dziewczynę. Oj. Pogoń rozpoczęła się na nowo. Gnębiarze, bo tak byli określani, wznieśli się w powietrze. Zrozpaczona Hestia działała instynktownie. W momencie, gdy połyskujące ostrze miało pozbawić ją głowy, schyliła się nisko, zahamowała i pobiegła w bok. Ruda i jej wspólnik nie wykazali się wybitnym refleksem. Zorientowali się dopiero po paru sekundach. Zapewne myśleli, ze pójdzie im łatwo. 
Hestia opadała z sił. Nie jadła nic od dwóch dni, a Gnębiarze byli dobrze odżywieni. Nagle usłyszała dobiegający z góry głos. 
- Padnij! Szybciej! - polecenie nie wydawało się być podstępem, więc czym prędzej zrobiła nura w kępę paproci. Usłyszała cichy syk, a potem zdezorientowane głosy jej oprawców. Podniosła się. Na gałęzi siedział jakiś chłopak. Nie zastanawiając się długo, zaczęła biec dalej. Nie słyszała, żeby nieznajomy ją gonił. Spojrzała za siebie. Kątem oka dostrzegła latających w chaosie prześladowców. Jakby... Stracili wzrok. Odwróciła głowę. Zdążyła dojrzeć jakiś materiał, a potem mocno w coś uderzyła. Padła ciężko na ziemię, ale to 'coś' jej nie puszczało. Odepchnęła się, usiłując wzbić się w powietrze. Wyrwała się, ale nadal nie wiedziała, gdzie jest góra, a gdzie dół. Niespodziewanie poczuła kolejne uderzenie, tym razem w głowę. A potem nie czuła już nic. 

3 komentarze:

  1. Wiesz, że przychodzi mi to z nie lada trudem, ale muszę przyznać... Że dobrze piszesz :P

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcu trafiłam na jakiś fajny blog! Pisz dalej chętnie będę czytać ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu trafiłam na jakiś fajny blog! Pisz dalej chętnie będę czytać ;3

    OdpowiedzUsuń